Środowisko

3 wskazówki, jak żyć bardziej ekologicznie, oszczędzając prąd

Od nowego roku ceny prądu wzrastają, co może powodować, że wielu z nas zacznie szukać sposobów na oszczędności w tym zakresie. Można to zrobić w kilku prostych krokach, a przy tym, żyć bardziej ekologicznie. Przeczytaj, jak zaoszczędzić energię każdego dnia, a przy tym zatroszczyć się o środowisko naturalne.

Energia vs. zanieczyszczenia

Jak podaje Międzynarodowa Agencja Energii (IEA), produkcja i zużycie energii elektrycznej stanowią główną przyczynę zanieczyszczenia środowiska na całym świecie. Są one liczone w milionach ton rocznie – to skutek zarówno produkcji, jak i zużycia prądu.

Zanieczyszczenia te pochodzą m.in. ze spalania biomasy, paliw kopalnych w transporcie, a także w przemyśle i elektrowniach konwencjonalnych produkujących prąd lub ciepło systemowe. Sama produkcja energii elektrycznej, która jest potrzebna, aby zasilać urządzenia używane przez nas na co dzień, w warunkach krajowych bazuje na technologiach węglowych. W efekcie przyczynia się do zanieczyszczenia powietrza, chociażby poprzez emisję dwutlenku siarki, dwutlenku węgla i tlenków azotu – mówi Zbigniew Lewicki z firmy LEMITOR Ochrona Środowiska.

Co można zrobić, aby żyć bardziej ekologicznie i nie niszczyć środowiska naturalnego? A przy tym zaoszczędzić, w dobie rosnących rachunków za energię? Małe gesty mają znaczenie, warto więc zacząć od zmiany nawyków i codziennych zachowań.

1. Zmień oświetlenie w pomieszczeniach

To, jakie oświetlenie stosujesz, ma bardzo duże znaczenie w kwestii poboru energii. Dlatego warto przejść w tryb oszczędzania energii, wybierając odpowiednie żarówki. Najbardziej energooszczędne są lampy LED. Standardowa żarówka działa przez ok. 1000 godzin, podczas gdy żarówki LED odpowiednio 30 000-50 000 godzin, a więc ok. 80% więcej. To nie tylko rekompensuje wyższy koszt zakupu, ale także w perspektywie czasu generuje realne oszczędności.

Do każdego pomieszczenia w mieszkaniu lub firmie dobierz odpowiednią moc. Nie wszędzie potrzebne jest bardzo intensywne światło. To oczywistość. Warto też jednak zwrócić uwagę na niuanse, już nie tak oczywiste… Jeśli masz lampę z kloszem, wybierz jego jasny kolor, aby nie zabierał dodatkowo światła, a rozpraszał je – szczególnie jeśli masz w nim żarówkę o niskiej intensywności naświetlenia. W przypadku miejsc wspólnych czy na zewnątrz budynku opłaci się zainstalowanie czujników, które reagują na ruch. Warto też pamiętać, aby oświetlenie zewnętrzne doświetlało miejsca faktycznie dla nas istotne. Nie ma potrzeby oświetlać wszystkiego – takie podejście nie tylko wpłynie pozytywnie na nasz portfel, ale również zmniejszymy stopień, w jakim zanieczyszczamy środowisko światłem.

2. Postaw na energooszczędne rozwiązania w domu

Mając dom jednorodzinny, wybierz instalacje energooszczędne. Może to być system inteligentnego domu, który pozwoli sterować oświetleniem i energią w kontrolowany sposób. Innym rozwiązaniem są także kolektory słoneczne i instalacje fotowoltaiczne. Skutecznie wykorzystują one energię słoneczną, aby uzupełnić dostępne zasoby energii elektrycznej i ciepła w Twoim domu.

Według przeprowadzonych kalkulacji TAURON Polska Energia, montując system fotowoltaiczny o mocy 4,5 kW, a przy tym zużywając 30% wyprodukowanej w ten sposób energii, można zaoszczędzić rocznie nawet 850 zł (za każde 1 kWh to 63 gr.). Dodatkową zaletą jest to, że niewykorzystane 70% energii nie przepadnie, a zgodnie z ustawą o Odnawialnych Źródłach Energii wróci do sieci publicznej i zostanie rozliczona zgodnie z aktualnymi przepisami w tym zakresie.

3. Zmień nawyki!

Proste rozwiązania są sprawdzone i efektywne. Gaś światło za każdym razem, kiedy opuszczasz dane pomieszczenie. Wyrobienie w sobie tego nawyku trochę potrwa, ale po roku skrupulatnego dbania o to zauważysz efekty w postaci trochę niższych rachunków. Czy u Ciebie w domu także telewizor jest włączony, nawet jeśli nikogo nie ma w salonie? Wyłączaj go za każdym razem, kiedy go nie używasz – podobnie jest z radiem, jeśli nie masz go w zasięgu słuchu. Co więcej? Nie odpinanie wtyczek z gniazdek, np. ładowarek komputerów, telefonów czy drukarek powoduje, że przechodzą one w tzw. stan czuwania i… wciąż pobierają energię! Co prawda mniej, ale jednak, cały czas jest pobierana część energii, na dodatek w całości w sposób niespożytkowany. Zadbaj więc o to, aby odpiąć wszystkie wtyczki, jeśli z nich nie korzystasz. Może Ci to przynieść oszczędności rzędu nawet kilkuset złotych rocznie! Niby nie tak dużo, ale przecież i tak lepiej zachować je w portfelu i spożytkować na coś innego.

Magia czytania…

Najszybciej newsy trafią do Internetu. Zmiany w stanie prawnym lub projekty, które mają szansę wejść w życie, branżowe nowinki, informacje o nowych technologiach, produktach – portale internetowe są miejscem, gdzie na nie trafimy. Tak jak w przypadku niebranżowych mediów internetowych, mamy zagwarantowaną szybkość dostarczania informacji. Poszerzanie swojej wiedzy poprzez lekturę branżowej prasy, książek i stron internetowych wydaje się być oczywistą ścieżką samodzielnego rozwoju swojego życia zawodowego.

W zależności od naszych potrzeb, nastawienia, upodobań itp. warto sięgać po autorów, których styl pisania, charakter ujmowania tematu nam się podobają i po prostu do nas przemawia. Nie ma potrzeby zmuszać się do czytania czegoś, co nam się zwyczajnie nie podoba. Wszak lektura ma nam sprawiać satysfakcję i przyjemność, a nie tylko dostarczać wiedzy.

Słowo pisane to nieoceniony sposób na rozpowszechnianie informacji. Pamięć ludzka jest ulotna, o czym często przekonujemy się aż za dobrze. Dzięki lekturze zyskujemy dostęp do informacji, do których możemy się praktycznie w każdej chwili odwołać i potraktować je jako swoisty pewnik, także w sytuacjach spornych czy przy wyjaśnianiu nieścisłości. Tego komfortu nie mamy w przypadku sięgania po informacje przekazane drogą ustną, które są uważane za mniej wiarygodne. Większe zaufanie do zanotowanych informacji kosztem tych powiedzianych i usłyszanych to efekt uboczny rewolucji Gutenberga.

Czytanie jest czynnością angażującą nasz mózg – można to tak w skrócie ująć, bez wchodzenia nadmiernie w medyczne szczegóły. „Muszę przemyśleć to co przeczytałem/przeczytałam” – często w ten sposób podsumowujemy lekturę (chyba, że była ona dla nas bardzo nieangażująca na poziomie intelektualnym, emocjonalnym, nie dostarczyła nam żadnych nowych informacji itp.). Dzięki czytaniu wpadniemy na nowe pomysły, kreatywne sposoby rozwiązania problemów, nowe ujęcia starego i dobrze znanego tematu. Opisany przez autora case study może stać się inspiracją do wykorzystania przez analogię pewnych rozwiązań w nowym kontekście. Osobną kwestię, choć wartą wspomnienia, stanowią teksty, które nie są inspiracją w sensie zawodowych, a przede wszystkim w zakresie samorozwoju. Z doświadczenia mogę napisać, że świetnie w tej kwestii sprawdzają się biografie znanych ludzi, których osiągnięcia lub ścieżka życia z jakiegoś powodu budzą nasz podziw czy po prostu zainteresowanie. Recepty na sukces od A do Z na skalę Billa Gatesa w takiej biografii raczej znajdziemy (zresztą wtedy cena takiej książki była inna), ale coś, co może pchnąć nasze myślenie o swojej działalności, zachęcić do odejścia z pracy na etacie i założenia własnej firmy, przemodelowania swojej oferty, wpłynięcia na sposób komunikowania się z klientami itp. Możliwości jest tu naprawdę sporo i warto je wykorzystać. Funkcję inspiracji może pełnić biografia nie tylko kogoś z naszej branży, do tego celu potrafią się też nadawać nieźle życiorysy artystów, którzy zazwyczaj w życiu nie mieli lekko.

Najszybciej newsy trafią do Internetu. Zmiany w stanie prawnym lub projekty, które mają szansę wejść w życie, branżowe nowinki, informacje o nowych technologiach, produktach – portale internetowe są miejscem, gdzie na nie trafimy. Tak jak w przypadku niebranżowych mediów internetowych, mamy zagwarantowaną szybkość dostarczania informacji. Poszerzanie swojej wiedzy poprzez lekturę branżowej prasy, książek i stron internetowych wydaje się być oczywistą ścieżką samodzielnego rozwoju swojego życia zawodowego.

W zależności od naszych potrzeb, nastawienia, upodobań itp. warto sięgać po autorów, których styl pisania, charakter ujmowania tematu nam się podobają i po prostu do nas przemawia. Nie ma potrzeby zmuszać się do czytania czegoś, co nam się zwyczajnie nie podoba. Wszak lektura ma nam sprawiać satysfakcję i przyjemność, a nie tylko dostarczać wiedzy.

Słowo pisane to nieoceniony sposób na rozpowszechnianie informacji. Pamięć ludzka jest ulotna, o czym często przekonujemy się aż za dobrze. Dzięki lekturze zyskujemy dostęp do informacji, do których możemy się praktycznie w każdej chwili odwołać i potraktować je jako swoisty pewnik, także w sytuacjach spornych czy przy wyjaśnianiu nieścisłości. Tego komfortu nie mamy w przypadku sięgania po informacje przekazane drogą ustną, które są uważane za mniej wiarygodne. Większe zaufanie do zanotowanych informacji kosztem tych powiedzianych i usłyszanych to efekt uboczny rewolucji Gutenberga.

Czytanie jest czynnością angażującą nasz mózg – można to tak w skrócie ująć, bez wchodzenia nadmiernie w medyczne szczegóły. „Muszę przemyśleć to co przeczytałem/przeczytałam” – często w ten sposób podsumowujemy lekturę (chyba, że była ona dla nas bardzo nieangażująca na poziomie intelektualnym, emocjonalnym, nie dostarczyła nam żadnych nowych informacji itp.). Dzięki czytaniu wpadniemy na nowe pomysły, kreatywne sposoby rozwiązania problemów, nowe ujęcia starego i dobrze znanego tematu. Opisany przez autora case study może stać się inspiracją do wykorzystania przez analogię pewnych rozwiązań w nowym kontekście. Osobną kwestię, choć wartą wspomnienia, stanowią teksty, które nie są inspiracją w sensie zawodowych, a przede wszystkim w zakresie samorozwoju. Z doświadczenia mogę napisać, że świetnie w tej kwestii sprawdzają się biografie znanych ludzi, których osiągnięcia lub ścieżka życia z jakiegoś powodu budzą nasz podziw czy po prostu zainteresowanie. Recepty na sukces od A do Z na skalę Billa Gatesa w takiej biografii raczej znajdziemy (zresztą wtedy cena takiej książki była inna), ale coś, co może pchnąć nasze myślenie o swojej działalności, zachęcić do odejścia z pracy na etacie i założenia własnej firmy, przemodelowania swojej oferty, wpłynięcia na sposób komunikowania się z klientami itp. Możliwości jest tu naprawdę sporo i warto je wykorzystać. Funkcję inspiracji może pełnić biografia nie tylko kogoś z naszej branży, do tego celu potrafią się też nadawać nieźle życiorysy artystów, którzy zazwyczaj w życiu nie mieli lekko.

Od czasów, kiedy życie poczęło się wielce różniczkować, czytanie książek nie wystarcza. Książki podają czystą wiedzę z najrozmaitszych dziedzin, wiedzę nieraz kryształowo czystą, ale oderwaną od życia. Książki karmią również poezją, w niej opisy czynów bohaterskich uszlachetniają serca, ale mało informują o szarej rzeczywistości życia. Do działania potrzebna jest znajomość chwili bieżącej, orientacja, pulsy życia w miejscowych warunkach. Na każdym stanowisku można przyłożyć i swoją cegiełkę, można wpływać na całość, byle znać swe obowiązki względem społeczeństwa i chcieć im służyć. Tym pośrednikiem między wiedzą a życiem, między ideałem a rzeczywistością, jest publicystyka. Jest ona historją teraźniejszości, oświetlającą zagadnienia, które czekają dopiero na rozwiązanie. Jest ogniwem, która łączy prawdę wiedzy z zagadnieniami chwili bieżącej. Jest literaturą, która tyczy się potrzeb życia w danym czasie i danym miejscu. Ona komunikuje ostatnie wyniki z różnych dziedzin wiedzy czystej w zastosowaniu do bieżących potrzeb ludzkich. Ona czyni człowieka wrażliwym na niedolę swego społeczeństwa i zapala do żywota czynnego na jego korzyść. Ona, komunikując, co się dzieje na świecie całym, chroni nas od zaściankowości. Ona, zaznajamiając nas z biegiem myśli wszechświatowej, wywołuje w umysłach naszych szereg zagadnień. Ona uwalnia nas od potrzeby czytania wszystkich książek, których corocznie ukazuje się na świecie po kilkaset tysięcy, a których przeczytać na rok gruntownie nie można po nad kilkanaście. To są strony dodatnie prasy periodycznej.

Ale ma publicystyka i niejedną stronę ujemną. Wiadomości, dostarczane przez wiele dzienników, są dorywcze i powierzchowne: ani rozszerzają, ani pogłębiają wiedzy. Wiele nowinek, opisywanych drobiazgowo, niema żadnego ogólniejszego znaczenia, nie służy żadnemu rozumnemu celowi. Wiele sensacyjnych zajść i wypadków, zostawiających jedynie czczość w głowie i pustkę w sercu. W pogoni za kalejdoskopowym potokiem plotek wiele balastu, który ze szkodą obciąża umysł Dużo zabawy i płytkiego śmiechu, co w rezultacie szerzy bezmyślność, przytępia zmysł artystyczny. Nie jeden organ redagowany jest tendencyjnie, będąc na służbie tej lub innej partji. Nieraz nowość pomieszana z postępem bez oświetlenia krytycznego jądra rzeczy. I jedno pismo stara się prześcignąć drugie w pomysłach, licząc na gorsze instynkty. I wielu staje się igraszką okoliczności, bo są prowadzeni na pasku danego dziennika. Bo wielu ślepo hołduje zasadzie: nie różnić się od innych — i bezkrytycznie prenumeruje to, co ich znajomi i krewni. I tworzy się specjalny typ nałogowych czytelników pism periodycznych, co nie uznają jednocześnie lektury książek. Jest to pewnego rodzaju osłona dla duchowego lenistwa. Traci na tym wykształcenie gruntowne i myśl samodzielna. To też wielu uczonych powstaje na dziennikarstwo — śród nich ostro wystąpił w ostatnich czasach przeciw prasie perjodycznej F. Brunetiere, członek Akademji paryskiej.

Trzeba przede wszystkiem rozróżniać wartość miesięczników i tygodników, a pism codziennych. Pierwsze, a w części drugie, są streszczeniem i kwintensencją tego, co zawierają pisma codzienne. Lektura ich nie da wprawdzie technicznego posiadania poszczególnych gałęzi umiejętności, ale da ogólną znajomość podstaw. Te, które nie służą sprawom specjalnym, dają możność w dłuższym okresie czasu przebieg w ogólnych zarysach cały cykl wiedzy. Natomiast prasa codzienna służyć może głównie gromadzeniu materjałów do tych kwintensencji. I tu należy rozróżniać prasę prowincjonalną, a prasę stołeczną. Pierwsza zlicza miejscowe siły społeczne, wydobywa je i zbiera, zapala ogniska miejscowej twórczości. Bada i stara się kierować życiem prowincji, które wszędzie posiada swoje odrębne właściwości. Druga winna być przewodnikiem i siewcą dążeń kulturalnych wszerz i wzdłuż całego kraju. Winna być rzeką wód czystych, do której zbiegałyby się wszystkie strumyki, osadziwszy po drodze naleciałości niepotrzebne.

Trzeba umieć czytać dzienniki, jak i książki. Trzeba sobie wprzód zadać trud poznania każdego pisma. Trzeba się zapoznać, co w każdym z nich godnego jest czytania, nie usypiając swojego krytycyzmu łudzącemi nagłówkami pism i różnych rubryk, które często zapowiadają co innego, niż się drukuje. Trzeba czytać krytycznie, w żadnej sprawie nie spuszczając z oczu argumentów ani pro, ani contra. Trzeba czytać pisma, służące różnym poglądom, aby mieć oświetlenie z obu stron, aby módz wyrobić sobie własny sąd — samodzielny a objektywny. Trzeba koncentrować lekturę nie na tanich czasopismach codziennych o brukowych wiadomościach, lecz na poważnych wydawnictwach perjodycznych, które opierają działalność publicystyczną na znajomości dziejów i praw niemi rządzących. Należy ciążyć ku tym wydawnictwom perjodycznym, które chcą stać wyżej ponad prywatę i partykularyzmy — których celem jest nie interes materialny jednostek, lecz służba publiczna.

Similar Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *